st. joseph
Takie były słowa faraona skierowane do mieszkańców Egiptu w latach głodu (Rdz 41:55), odnoszące się do Józefa, tłumaczącego sny!
W tamtych czasach ludziom wszędzie brakowało jedzenia, ale Bóg zapewnił im je przez Józefa.
To samo można powiedzieć o św. Józefie: ,,Oto! Wierny i rozważny sługa, którego Pan umieścił nad swym domem ”. To przypomina nam o zaufaniu, jakie Bóg pokładał w św. Józefie w opiece nad tak bliskimi Mu ludźmi. Tak więc Jezus idzie do Józefa, który zaspokajał potrzeby jego ziemskiego życia.
Ale bardziej niż po materialne i finansowe błogosławieństwa, udajemy się do Świętego Józefa po duchowe błogosławieństwa! Po życie wewnętrzne ... aby nabyć rzeczywiste i prawdziwe cnoty, łaskę radosnej wierności i świętego posłuszeństwa! W naszym Zgromadzeniu mamy tradycję trzymania zapalonej świecy przed figurką św. Józefa. Jest to pięknym przypomnieniem światła powołania, z prośbą o wstawiennictwo, abyśmy mieli więcej świętych robotników w Kościele. To wszystko dotyczy świętego Józefa, opiekuna Jezusa.
Możemy również skorzystać z pomocy i wskazówek ks. Józefa Aveni!!!
Chodźmy do ks. Józefa, aby nauczyć się, jak być dobrym i jak robić dobre rzeczy ... Chodźmy do ks. Józefa w czasach próby, abyśmy nie byli zniechęceni, ale mieli zaufanie, by spotkać przebaczającego miłosiernego i kochającego Ojca...
Chodźmy do ks. Józefa w pokorze i szukajmy jego przewodnictwa. Nauczy nas przyjmować i wypełniać wolę Ojca!
Chodźmy do ks. Józefa, abyśmy, podobnie jak on, mogli stać się dobrymi i świętymi pracownikami żniwa Pańskiego!

aveni

Ks. Józef Aveni urodził się w Tripi w Mesynie 5 grudnia 1918 r. w „pobożnej rodzinie”, której dom dzielił ścianę z ołtarzem kościoła św. Błażeja. 15 lipca 1945 r. został wyświęcony na kapłana księży Rogacjonistów i służył jako Mistrz nowicjuszy, dyrektor studentów teologii, ojciec duchowy i wikariusz generalny Zgromadzenia w ciągu 65 lat służby Panu, przez całe swoje ziemskie życie.
Został misjonarzem na Filipinach. Realizując swoją misję, poświęcił się także Sakramentowi Pojednania i duchowemu kierownictwu seminarzystów i zakonnic z różnych zgromadzeń w diecezji. Dekadę później zachorował na śmiertelną chorobę. Swoje cierpienie ofiarował w intencjach Kościoła Świętego, na chwałę Boga, dla zbawienia dusz i nawrócenie grzeszników, a zwłaszcza za wzrost powołań w całym Kościele.
Diecezja Parañaque w Manili na Filipinach oficjalnie otworzyła 1 lutego 2020 r., proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny. Msza św. odbyła się w Narodowym Sanktuarium Maryi Wspomożycielki.
Otwarcie sprawy oznacza, że księdza Józefa Aveni można teraz nazywa tytułem „Sługa Boży”.

for website 

Słowa powołania

Drodzy bracia i siostry!

4 sierpnia ubiegłego roku, w 160. rocznicę śmierci świętego Proboszcza z Ars, zechciałem wystosować List do kapłanów, którzy codziennie poświęcają swe życie powołaniu, jakie skierował do nich Pan, służąc Ludowi Bożemu.

Przy tej okazji wybrałem cztery kluczowe słowa – smutek, wdzięczność, odwaga i uwielbienie – by podziękować kapłanom i wesprzeć ich posługę. Uważam, że dziś, w 57. Światowy Dzień Modlitw o Powołania, słowa te mogą zostać podjęte na nowo i skierowane do całego Ludu Bożego na tle fragmentu Ewangelii, który mówi nam o szczególnym doświadczeniu, które spotkało Jezusa i Piotra podczas burzliwej nocy nad jeziorem Tyberiadzkim (por. Mt 14, 22-36).

Po rozmnożeniu chlebów, które wprowadziło tłum w zachwyt, Jezus nakazał swoim uczniom wsiąść do łodzi i wyprzedzić Go na drugi brzeg, zanim odprawi lud. Obraz tej przeprawy przez jezioro w jakiś sposób przypomina podróż naszego istnienia. Łódź naszego życia powoli płynie naprzód, wciąż niespokojna, ponieważ szuka szczęśliwej przystani, gotowa rzucić wyzwanie niebezpieczeństwom i możliwościom morza, ale także oczekująca na manewr sternika, który ostatecznie naprowadzi na właściwy kurs. Czasami jednak może się zdarzyć, że się zagubi, że da się oślepić iluzjami, zamiast podążać za latarnią morską, która prowadzi ją do bezpiecznego portu, lub że zderzy się z przeciwnymi wiatrami trudności, wątpliwości i obaw.

Dzieje się tak również w sercach uczniów, którzy, powołani do podążania za Nauczycielem z Nazaretu, muszą zdecydować się przepłynąć na drugi brzeg, wybierając odważnie porzucenie swoich zabezpieczeń i wyruszenie za Panem. Ta przygoda nie jest spokojna: nadchodzi noc, wieje wiatr przeciwny, łódź jest miotana falami, i grozi im, że przerośnie ich strach przed tym, że się nie uda i że nie potrafią sprostać powołaniu.

Ewangelia mówi nam jednak, że w przygodzie tej trudnej podróży nie jesteśmy sami. Pan, niemal wymuszając jutrzenkę w środku nocy, idzie po wzburzonych wodach i dociera do uczniów, zaprasza Piotra, by po falach wyszedł Mu na spotkanie, ratuje go, gdy widzi, że tonie, i wreszcie wsiada do łodzi i sprawia, iż ustaje wiatr.

Zatem pierwszym słowem powołania jest wdzięczność. Nawigacja we właściwym kierunku nie jest zadaniem powierzonym wyłącznie naszym wysiłkom, ani nie zależy tylko od wybranych przez nas tras. Realizacja siebie i naszych planów życiowych nie jest matematycznym wynikiem tego, co postanawiamy w odizolowanym „ja”; wręcz przeciwnie, jest to przede wszystkim odpowiedź na powołanie, które otrzymujemy z wysoka. To Pan wskazuje nam brzeg, ku któremu powinniśmy się udać, a jeszcze wcześniej dodaje nam odwagi, aby wejść na łódź; to On, wzywając nas, staje się również naszym sternikiem, by nam towarzyszyć, wskazać nam kierunek, zapobiec, byśmy nie osiedli na rafach niezdecydowania i uzdolnić nas wręcz do chodzenia po wzburzonych wodach.

Każde powołanie rodzi się z tego miłującego spojrzenia, z jakim Pan wyszedł nam na spotkanie, być może właśnie w chwili, kiedy nasza łódź była ogarnięta burzą. „Jest ono nie tyle naszym wyborem, ile odpowiedzią na bezinteresowne wezwanie Pana” (List do kapłanów, 4 sierpnia 2019 r.); dlatego będziemy mogli je odkryć i przyjąć, gdy nasze serce otworzy się na wdzięczność i będzie potrafiło przyjąć przejście Boga w naszym życiu.

Kiedy uczniowie widzą zbliżającego się Jezusa idącego po wodzie, początkowo myślą, że to zjawa i boją się. Ale Jezus natychmiast uspokaja ich słowem, które musi zawsze towarzyszyć naszemu życiu i naszej drodze powołania: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (w. 27). To jest właśnie drugie słowo, które chciałbym wam przekazać: odwaga.

Tym, co często przeszkadza nam iść, wzrastać, obierać drogę, jaką Pan dla nas wytycza, są zjawy, które miotają się w naszym sercu. Kiedy jesteśmy powołani do opuszczenia naszego pewnego brzegu i przyjęcia stanu życia – takiego, jak małżeństwo, święcenia kapłańskie, życie konsekrowane – pierwszą reakcją jest często „zjawa niewiary”: to niemożliwe, aby to powołanie było dla mnie; czy to naprawdę właściwa droga? Czy Pan chce tego właśnie ode mnie?

Stopniowo narastają w nas wszystkie te rozważania, usprawiedliwienia i kalkulacje, które powodują, że tracimy rozmach, wprawiają w zakłopotanie i pozostawiają nas sparaliżowanych na brzegu wyjściowym: sądzimy, że coś nas zaślepiło, że nie jesteśmy na wysokości zadania, po prostu, że  zobaczyliśmy zjawę, którą trzeba odpędzić.

Pan wie, że fundamentalna decyzja życiowa – taka, jak zawarcie małżeństwa lub poświęcenie się w sposób szczególny Jego służbie – wymaga odwagi. On zna pytania, wątpliwości i trudności, które wstrząsają łodzią naszego serca, i dlatego zapewnia nas: „Nie bój się, jestem z tobą!”. Wiara w Jego obecność, która wychodzi nam na spotkanie i nam towarzyszy, nawet gdy morze jest wzburzone, wyzwala nas ze znużenia, które miałem już okazję określić jako „słodkawy smutek” (List do kapłanów, 4 sierpnia 2019 r.), to znaczy wewnętrzne zniechęcenie, które nas blokuje i nie pozwala nam zasmakować piękna naszego powołania.

Liście do kapłanów mówiłem także o cierpieniu, ale tutaj chciałbym przetłumaczyć to słowo inaczej i odnieść się do znużenia. Każde powołanie wymaga zaangażowania. Pan nas powołuje, ponieważ chce uczynić nas podobnymi do Piotra, zdolnymi do „chodzenia po wodzie”, to znaczy do wzięcia naszego życia w swe ręce, aby oddać je na służbę Ewangelii, w sposób konkretny i codzienny, jaki On nam wskazuje, a zwłaszcza w różnych formach powołania świeckiego, kapłańskiego oraz życia konsekrowanego. Ale jesteśmy podobni do Apostoła: mamy pragnienie i zapał, ale jednocześnie jesteśmy naznaczeni słabościami i obawami.

Jeśli pozwolimy się przytłoczyć myślom o oczekujących nas obowiązkach – w życiu małżeńskim lub kapłańskim – lub przeciwnościach, które się pojawią, wkrótce odwrócimy się od spojrzenia Jezusa i, podobnie jak Piotrowi, grozi nam, że zaczniemy tonąć. Przeciwnie, pomimo naszych słabości i ubóstwa, wiara pozwala nam iść w kierunku Zmartwychwstałego Pana i pokonać także burze. On rzeczywiście wyciąga ku nam rękę, gdy z powodu znużenia lub strachu grozi nam zatonięcie, i daje nam zapał niezbędny do przeżywania naszego powołania z radością i entuzjazmem.

Wreszcie, kiedy Jezus wsiada do łodzi, wiatr ustaje a fale się uspokajają. Jest to piękny obraz tego, jak Pan działa w naszym życiu i podczas zawirowań historycznych, zwłaszcza gdy przeżywamy burzę: On nakazuje przeciwnym wiatrom, by zamilkły, a moce zła, lęku, rezygnacji nie mają już nad nami władzy.

Wiatry te mogą nas wyczerpać w konkretnym powołaniu, do którego przeżywania jesteśmy powołani. Myślę o tych, którzy podejmują ważne obowiązki w społeczeństwie obywatelskim, o małżonkach, których nie przypadkiem lubię nazywać „odważnymi”, a zwłaszcza o tych, którzy podejmują życie konsekrowane i kapłaństwo. Znam wasze trudy, samotność, która czasem obciąża serce, ryzyko rutyny, która powoli gasi żar powołania, brzemię niepewności i niedostatku naszych czasów, lęk przed przyszłością. Odwagi, nie lękajcie się! Jezus jest obok nas i jeśli uznajemy Go za jedynego Pana naszego życia, On wyciąga ku nam rękę i chwyta nas, aby nas zbawić.

A wówczas, nawet pośród fal, nasze życie otwiera się na uwielbienie. Jest to ostatnie słowo powołania, które chce być także zaproszeniem do pielęgnowania wewnętrznej postawy Najświętszej Maryi Panny: wdzięczna za spojrzenie Boga, które na Niej spoczęło, oddając w wierze lęki i troski, odważnie podejmując powołanie, Ona uczyniła swoje życie wieczną pieśnią uwielbienia dla Pana.

Najmilsi, szczególnie w tym Dniu, ale także w zwykłym działaniu duszpasterskim naszych wspólnot, pragnę, aby Kościół podążał tą drogą w służbie powołań, otwierając przestrzeń w sercu każdego wierzącego, aby mógł z wdzięcznością odkryć powołanie, jakie kieruje do niego Bóg, znaleźć odwagę, by powiedzieć „tak”, przezwyciężyć znużenie w wierze w Chrystusa i wreszcie ofiarować swoje życie jako pieśń chwały dla Boga, braci i całego świata. Niech Dziewica Maryja towarzyszy nam i wstawia się za nami.

Rzym, u św. Jana na Lateranie, 8 marca, w II Niedzielę Wielkiego Postu

pope
 
 „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!” (2 Kor 5, 20)
 

Drodzy bracia i siostry!

Również w tym roku Pan daje nam czas sprzyjający przygotowaniu się do świętowania z odnowionym sercem wielkiej tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Jest ona  niezwykle ważna w życiu chrześcijańskim osobistym i wspólnotowym. Myślą i sercem musimy stale powracać do tej Tajemnicy. Bowiem wzrasta w nas ona nieustannie, na tyle, na ile dajemy się wciągnąć jej dynamizmem duchowym i przystajemy na nią, dając odpowiedź wolną i szczodrą.

1.     Tajemnica paschalna, podstawa nawrócenia

Radość chrześcijanina wypływa ze słuchania i przyjęcia Dobrej Nowiny o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa: kerygmy. Streszcza ona Tajemnicę tej miłości, która „jest tak realna, tak prawdziwa, tak konkretna, że ​​oferuje nam relację pełną szczerego i owocnego dialogu” (adhort. apost. Christus vivit, 117). Kto wierzy w tę wieść,  odrzuca kłamstwo, według którego nasze życie miałoby swe pochodzenie w nas samych, podczas gdy w rzeczywistości pochodzi ono z miłości Boga Ojca, z Jego woli, by dać życie w obfitości (por. J 10, 10). Jeśli natomiast słuchamy bałamutnego głosu „ojca kłamstwa” (por. J 8, 45), to narażamy się na pogrążenie w otchłani nonsensu, doświadczając piekła już na ziemi, jak o tym niestety świadczy wiele dramatycznych wydarzeń z doświadczenia ludzkiego osobistego i zbiorowego.

Dlatego w tym Wielkim Poście roku 2020 chciałbym przekazać każdemu chrześcijaninowi to, co już napisałem ludziom młodym w adhortacji apostolskiej Christus vivit: „Spójrz na rozpostarte ramiona ukrzyżowanego Chrystusa, pozwól się zbawiać zawsze na nowo. A kiedy idziesz wyznać swoje grzechy, mocno wierz w Jego miłosierdzie, które cię uwalnia na zawsze od wszelkiej winy. Kontempluj Jego krew przelaną z powodu tak wielkiej miłości i daj się przez nią oczyścić. W ten sposób możesz się nieustannie odradzać na nowo” (n. 123). Pascha Jezusa nie jest wydarzeniem z przeszłości: ze względu na moc Ducha Świętego jest zawsze aktualna i pozwala nam postrzegać i dotykać z wiarą ciała Chrystusa w wielu osobach cierpiących.

2.     Pilna potrzeba nawrócenia

Warto rozważyć dogłębniej Tajemnicę Paschalną, dzięki której została nam udzielona łaska Boża. Doświadczenie miłosierdzia jest bowiem możliwe tylko w kontakcie „twarzą w twarz” z ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Panem, który „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20). Chodzi o dialog serca z sercem, przyjaciela z przyjacielem. Właśnie dlatego w okresie Wielkiego Postu tak ważna jest modlitwa. Jest ona nie tyle obowiązkiem, ile wyraża potrzebę odpowiadania na miłość Boga, która nas zawsze uprzedza i wspiera. Chrześcijanin modli się bowiem mając świadomość, że jest miłowany pomimo swej niegodności. Modlitwa może przybierać różne formy, ale w oczach Boga tak naprawdę liczy się to, że drąży nasze wnętrze doprowadzając do rozkruszenia zatwardziałości naszego serca, aby je coraz bardziej nawracać ku Niemu i ku Jego woli.

Zatem w tym szczególnie sprzyjającym okresie pozwólmy się wyprowadzić na pustynię, jak Izrael (por. Oz 2,16), abyśmy mogli w końcu posłuchać głosu naszego Oblubieńca, pozwalając mu rozbrzmiewać w nas z większą głębią i otwartością. Im bardziej damy się zaangażować Jego Słowu, tym bardziej uda się nam doświadczyć Jego bezinteresownego miłosierdzia względem nas. Nie pozwólmy zatem, aby ten czas łaski przeminął daremnie, w zarozumiałym złudzeniu, że to my jesteśmy panami czasów i sposobów naszego nawrócenia ku Niemu.

3.     Przejmująca wola Boga prowadzenia dialogu ze swoimi dziećmi

Nigdy nie można uznawać za pewnik tego, że Pan da nam po raz kolejny czas sprzyjający naszemu nawróceniu. Ta nowa szansa powinna wzbudzić w nas poczucie wdzięczności i otrząsnąć nas z odrętwienia. Pomimo niekiedy nawet dramatycznej obecności zła w naszym życiu, podobnie jak w życiu Kościoła i świata, ta przestrzeń, dana nam dla zmiany kursu, wyraża nieustępliwą wolę Boga, by nie zrywać z nami dialogu zbawienia. W ukrzyżowanym Jezusie, którego „Bóg dla nas grzechem uczynił” (2 Kor 5, 21), wola ta posunęła się tak daleko, że na Jego Syna spadły wszystkie nasze grzechy, aż po „zwrócenie się Boga przeciwko samemu sobie”, jak powiedział papież Benedykt XVI (Enc. Deus caritas est, 12). Istotnie Bóg miłuje także swoich nieprzyjaciół (por. Mt 5, 43-48).

Dialog, który Bóg chce nawiązać z każdym człowiekiem poprzez Tajemnicę Paschalną swego Syna, nie jest jak ten przypisywany  mieszkańcom Aten, którzy „poświęcali czas jedynie albo mówieniu o czymś, albo wysłuchiwaniu czegoś nowego” (Dz 17, 21). Tego rodzaju gadulstwo, podyktowane pustą i powierzchowną ciekawością jest cechą światowości wszystkich czasów, a w naszych czasach może również wniknąć w zwodnicze używanie środków społecznego przekazu.

4.     Bogactwo, którym trzeba się dzielić, a nie gromadzić tylko dla siebie

Postawienie w centrum życia Tajemnicy Paschalnej oznacza odczuwanie współczucia dla ran Chrystusa ukrzyżowanego, obecnych w wielu niewinnych ofiarach wojen, przemocy wobec życia, począwszy od tego, które ma się nie narodzić po osoby starsze, różnorodnych form przemocy, katastrof ekologicznych, nierównego podziału dóbr ziemi, handlu ludźmi we wszelkich jego formach i niepohamowanego pragnienia zysku, będącego formą bałwochwalstwa.

Także dzisiaj ważne jest wezwanie ludzi dobrej woli do dzielenia się swoimi dobrami z najbardziej potrzebującymi poprzez jałmużnę, jako formę osobistego uczestnictwa w budowaniu świata bardziej sprawiedliwego. Dzielenie się w miłości czyni człowieka bardziej ludzkim; gromadzenie grozi upodleniem go, zamknięciem w egoizmie. Możemy i musimy pójść jeszcze dalej, biorąc pod uwagę strukturalne wymiary gospodarki. Z tego powodu w okresie Wielkiego Postu roku 2020, w dniach 26–28 marca zwołałem do Asyżu młodych ekonomistów, przedsiębiorców i ludzi mających wpływ na zachodzące zmiany, aby przyczynić się do nakreślenia konturów gospodarki bardziej sprawiedliwej i sprzyjającej włączeniu społecznemu, niż obecna. Jak wielokrotnie powtarzało Magisterium Kościoła, polityka jest wybitną formą miłości (por. Pius XI, Discorso alla FUCI, 18 grudnia 1927 r.). To samo dotyczy zajmowania się gospodarką cechującą się tym samym duchem ewangelicznym, który jest duchem Błogosławieństw.

W nadchodzącym Wielkim Poście przyzywam wstawiennictwa Najświętszej Maryi Panny abyśmy przyjęli wezwanie do pojednania się z Bogiem, utkwili nasze spojrzenie serca na Tajemnicy Paschalnej i nawrócili się na otwarty i szczery dialog z Bogiem. W ten sposób będziemy mogli stać się tym, o czym Chrystus mówi w odniesieniu do swoich uczniów: solą ziemi i światłem świata (por. Mt 5, 13-14).

Franciszek

Rzym, w Bazylice św. Jana na Lateranie

7 października 2019 r., we wspomnienie Matki Bożej Różańcowej

cross

„Krzyż wbity na Golgocie
Tego nie wybawi,
Kto sam na swoim sercu
Krzyża nie postawi”

Wielki Post to okres zadumy i okres czynienia dobra tam, gdzie go brakuje. To również wyrzeczenie się różnych szkodliwych nawyków czy nałogów. To czas modlitwy pokutnej za grzechy, które szkodziły nam i bliźnim. Modlimy się wtedy o Światło Ducha Świętego, by nam pomogło w przemianie duchowej i intelektualnej.
W Wielkim Poście rozważamy również stacje Męki Pańskiej i Stację Krzyża. Utożsamiamy się z Drogą Krzyżową Chrystusa i z nią dżwigamy swoje życiowe krzyża, które nam utrudniają życie codzienne, szczególnie wtedy, gdy jesteśmy sami, skazani na swoje coraz mniejsze możliwości z powodu braku siły i nadziei.
Zapatrzeni w Chrystusowy Krzyż możemy zyskać wiele łask do pokonywania brzemion dnia codziennego.
A gdy ktoś nas wspomoże w dźwiganiu krzyża w samotności, jesteśmy Jezusowi wdzięczni przez modlitwę dziękczynną, bo Bóg przychodzi do człowieka przez „CZŁOWIEKA”.

- Zofia Bałka

empty tomb

Zmartwychwstał Pan
w poświacie złotej
Rozdzwoniły się serca
Świątecznym Alleluja
Ptaki niebieskie
Wyśpiewują chwałę
WIARY, NADZIEI I MIŁOŚCI!

ZMARTWYCHWSTAŁ PAN… został pusty grób jako symbol wiary, nadziei i miłości, jako ZNAK, że dokonało się COŚ WIELKIEGO!
Zmartwychwstanie otworzyło nam drzwi do NIEBA! Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał próżna by była wiara nasza , mówi św. Paweł Apostoł.
Zmartwychwstanie, to NOWE LEPSZE ŻYCIE, ale już w innym wymiarze, bo WYMIARZE DUCHOWYM!
Pusty grób natomiast oznacza dopełnienie Nadziei chrześcijanina na NASZE ZMARTWYCHWSTANIE.
Musimy tylko uwierzyć SERCEM WIARY, że” tak się stanie”, musimy zaufać „ZMARTWYCHWSTAŁEMU CHRYSTUSOWI, który jest TEN SAM WCZORAJ, DZISIAJ I NA WIEKI”!
Módlmy się, by pusty grób nie był pustką w naszym wnętrzu, bólem, że przemijamy często w cierpieniu i w osamotnieniu - JEZUS JEST ZAWSZE Z NAMI - i nigdy nas nie opuści.

- Zofia Bałka

stefan1

Urodził się 3 sierpnia 1901 roku w Zuzeli nad Bugiem. 3 sierpnia 1924 roku przyjął święcenia kapłańskie w katedrze we Włocławku. Prymicyjną Mszę Świętą celebrował na Jasnej Górze. Po roku pracy we Włocławku podjął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i na podstawie pracy: Prawa Kościoła do szkoły, uzyskał stopień doktora.
Następnie udał się w podróż naukową po krajach Europy Zachodniej. Interesował się szczególnie Akcją Katolicką i działalnością chrześcijańskich związków zawodowych. Po powrocie do kraju został wykładowcą nauk społecznych w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku, a także redaktorem miesięcznika „Ateneum Kapłańskie”. Jednocześnie prowadził intensywną działalność społeczną wśród robotników Włocławka. Wykładał na Uniwersytecie Robotniczym i działał w Chrześcijańskich Związkach Zawodowych.
Podczas wojny był imiennie poszukiwany przez Niemców. Na polecenie błogosławionego Michała Kozala opuścił Włocławek.
W czasie Powstania Warszawskiego pełnił obowiązki kapelana zakładu dla ociemniałych w Laskach oraz grupy „Kampinos” Armii Krajowej, pseudonim Radwan III.
Po zakończeniu działań wojennych ksiądz Stefan Wyszyński wrócił do Włocławka i zaczął organizować Seminarium Duchowne. Podjął też obowiązki redaktora „Ładu Bożego”.

W 1946 roku Ojciec Święty Pius XII mianował księdza Stefana Wyszyńskiego biskupem i ordynariuszem diecezji lubelskiej. Sakry biskupiej udzielił mu na Jasnej Górze dnia 12 maja 1946 roku August kardynał Hlond, Prymas Polski. Po śmierci kardynała Augusta Hlonda został arcybiskupem Gniezna i Warszawy, Prymasem Polski. Z wielką roztropnością i odwagą bronił praw wierzącego Narodu. W sytuacji narastającego prześladowania Kościoła przez władze komunistyczne, z inicjatywy Prymasa Wyszyńskiego, przedstawiciele Episkopatu Polski i Władz państwowych podpisali w 1950 roku „Porozumienie”.
Na konsystorzu w dniu 12 stycznia 1953 roku został wyniesiony do godności kardynalskiej.
25 września 1953 roku Ksiądz Prymas został aresztowany i wywieziony z Warszawy. Przebywał kolejno w Rywałdzie Królewskim, w Stoczku Warmińskim, w Prudniku oraz w Komańczy. 16 maja 1956 roku napisał tekst odnowionych Ślubów królewskich, które zostały uroczyście złożone na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 roku, jako Jasnogórskie Śluby Narodu.
Dnia 26 października 1956 roku Stefan kardynał Wyszyński został uwolniony i wrócił do Warszawy.

Podkategorie